Skip to content
Published May 1, 2018
W roku 1953 Philip K. Dick opublikował jedno ze swoich najlepszych opowiadań – Drugą odmianę, w którym przedstawił wizję wojny pomiędzy Związkiem Radzieckim a Narodami Zjednoczonymi,w której, po wyniszczających atakach nuklearnych, Amerykanie wypuścili do walki autonomiczne roboty. Jak można się domyślać, w końcu stracono nad nimi jakąkolwiek kontrolę. Philip K. Dick w tym niewielkim opowiadaniu, stanowiącym w pewnym sensie wyrażenie lęków autora na temat wojny nuklearnej (na co niewątpliwy wpływ miała amerykańska propaganda, stworzył sugestywną wizję postapokaliptycznego świata, którą można spokojnie uznać za matkę chrzestną Terminatora i Fallouta. W 1995 roku powstała również dość luźna adaptacja filmowa tego opowiadania, którą w Polsce zatytułowano Tajemnicą Syriusza (angielski tytuł – Screamers).tajemnica syriusza plakat

 

W adaptacji akcja została przeniesiona w odległą przyszłość, na planetę Syriusz 6b, na której międzyplanetarna korporacja “N.E.B.” zleciła eksploatację złóż berylu – niezwykle cennego materiału, istotnego dla szybkiego rozwoju cywilizacji w kosmosie. Wydobywanie trwało w najlepsze aż do momentu, w którym wyszło na jaw, że jego eksploatacja uwalnia duże, śmiertelne ilości promieniowania, a także degraduje środowisko naturalne planety, na której założono dużą kolonię. Wraz z tym odkryciem “Sojusz” – niezależny związek górników i naukowców, postanowił zbojkotować wydobywanie wspomnianej substancji. Brak porozumienia między stronami doprowadza w końcu do wyniszczającej, dziesięcioletniej wojny, w której Sojusz w końcu zaczął wykorzystywać w walce inteligentne roboty, nazywane Screamerami (z racji charakterystycznego odgłosu, który wydają). Bohaterem filmu jest Joe Hendricksson – zmęczony wojną dowódca jednej z baz Sojuszu. W pewnej chwili przeciwna strona konfliktu wysyła komunikat, w którym deklarują oni chęć spotkania i negocjacji pokojowych. Pomimo sporych wątpliwości, decyduje się on wybrać osobiście na miejsce spotkania, podczas której największym zagrożeniem okażą się nie wrodzy ludzie z “N.E.B.”, a niedawni mechaniczni “sojusznicy”, nad którymi utracono jakąkolwiek kontrolę.

Ilekroć nie wspominam Tajemnicy Syriusza zawsze mam wrażenie, że jest to film z lat 80-tych. Dzieje się to za sprawą oprawy wizualnej, której zdecydowanie bliżej filmom z poprzedniej dekady, bądź produkcjom serialowym typu Babylon 5, niż do Parku Jurajskiego i Terminatora 2. Czy to jest wada? Niekoniecznie. Te wszystkie plastikowe pistolety i inne rekwizyty, kostiumy wyjęte prosto z konwentów, makiety i tradycyjne efekty specjalne nie dość, że trzymają całkiem przyzwoity poziom (choć niskobudżetowy), to przede wszystkim nadają filmowi prawdziwie oldschoolowego klimatu. Z jednej strony mamy w Tajemnicy Syriusza historię zgorzkniałego weterana wojennego (Henderson), który przez dziesięć lat spędzonych na froncie stracił nie tylko najlepsze lata swojego życia (m.in. ukochana go porzuciła), ale przede wszystkim zdał sobie sprawę, że tak naprawdę nie chodziło w tym wszystkim o żadne ideały, a po prostu o interesy wielkich korporacji. Teraz postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i  doprowadzić do pokoju z żołnierzami z drugiej strony barykady (tę postać znakomicie odegrał Peter Weller – znany m.in z głównych ról w Robocopie Verhoevena i Nagiego Lunchu Cronenberga). Z drugiej strony mamy tutaj dreszczowiec, w którym praktycznie do samego końca nie wiadomo komu powinno się ufać. W filmie nie brakuje klisz. Oprócz wspomnianej postaci Hendersona, wyraźnie stylizowanej na postacie z kina noir (i bohatera innej adaptacji twórczości Philipa K. Dicka), możemy tu znaleźć typowego żółtodzioba, jak również badassa, wyraźnie stylizowanego na Snake’a Plisskena (w tej roli Roy Dupuis).

Przez niemal cały film da się odczuć klimat (i antywojenną wymowę) opowiadania Dicka. Christianowi Duguayowi i Danowi O’Bannonowi (reżyserowi i scenarzyście; ten drugi współtworzył m.in. Pamięć Absolutną i pierwszą część Obcego) udało się przenieść atmosferę nieustannego napięcia i paranoi, znaną z pierwowzoru. Część ich pomysłów na swoiste poszerzenie uniwersum jest wyjątkowo trafna (czerwone papierosy, okulary z rzeczywistością wirtualną, czy też plakaty sprzed czasów wojny) i z Tajemnicy Syriusza  byłby niewątpliwie bardzo dobry film, gdyby nie jeden element, w którym zupełnie odeszli od oryginalnego, książkowego pomysłu – zakończenie. Jest ono tragicznie kiczowate i zupełnie nie pasuje do tej historii. Twórcy znowu zdecydowali pobawić się w szafowanie konwencjami, jednak w tym przypadku strzelili sobie w stopę i to z bardzo dużego kalibru. Nie będę tutaj zajmować się szczegółami (bo liczę, że może jednak ktoś, po lekturze owego artykułu, zainteresuje się filmem), ale zostaliście ostrzeżeni. 😉

Zawsze mam dylemat czy polecać ten film. Gdyby jakimś cudem pojawiła się jego wersja reżyserska, ze zmienionym zakończeniem (nie, nie wierzę w cuda), to spokojnie zarekomendowałbym Tajemnicę Syriusza każdemu fanowi staroszkolnej fantastyki. Tak jednak nie jest. Zakończenie filmu, bez wcześniejszego znieczulenia, gwarantuje mentalnego kaca co najmniej przez następny tydzień. Dlatego też, przed obejrzeniem filmu, warto zaopatrzyć się w solidny pakiet procentowych antydepresantów (do zapicia gorzkiego posmaku) i dobre towarzystwo. Dobra zabawa jest wtedy gwarantowana. Swoją drogą, w 2009 roku jacyś szaleńcy wydali kontynuację tego filmu, ale to już materiał na zupełnie inną historię, którą być może kiedyś opowiem.

Be First to Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *