Skip to content
Published April 1, 2018

O dwóch filmach inspirowanych opowiadaniem Philipa K. Dicka – Przypomnimy to panu hurtowo.

Utwory Philipa K. Dicka zawsze cechowała zawrotna nieszablonowość pomysłów. Dało to, już począwszy od jego najwcześniejszych opowiadań i powieści, rzeczy niezwykłe, np. utwór napisany z perspektywy psa (Roog), czy historia człowieka, który przewidywał przyszłość, nie mogąc jednak w żaden sposób jej zmienić (Świat Jonesa). I choć niektóre jego publikacje bywały często nieoszlifowane, to z czasem jego fantastyczne historie, na karty których przelewał swoje obsesje i obawy na temat natury świata i człowieka, na stałe weszły do kanonu literatury science fiction. Philip K. Dick był również mistrzem krótkiej formy (ponad 120 opowiadań), w której bardzo często przedstawiał pomysły, tematy, do których później decydował się powrócić w bardziej rozbudowanej formie. Owe krótsze dziełka stanowiły również bogaty materiał dla filmowców, których adaptacje, niestety, rzadko przynosiły zadowalające rezultaty.

Arnold Schwarzenegger in Total Recall (1990)

Jednym z jego ciekawszych i najbardziej znanych opowiadań jest, opublikowana w 1966 roku, przewrotna i napisana z humorem historia Przypomnimy to panu hurtowo, w której autor zaczął poruszać tematykę, która później zostanie wyrażona w o wiele bardziej interesującej formie w genialnym opowiadaniu Elektryczna mrówka i powieści Ubik. Tym tematem było pytanie: czy moje ” ja” żyje w świecie, czy świat żyje we mnie? Czy świat jest jedynie wytworem mojego rozumu i wraz z momentem mojej śmierci ginie, czy też jestem tylko mrówką, której poczynania nie mają żadnego wpływu na istnienie świata?

Głównym bohaterem wspomnianego opowiadania jest niejaki Douglas Quail – niskiej rangi urzędnik, żonaty. Jego największym marzeniem jest odbycie podróży na Marsa, jednak, z racji dość przeciętnego statusu majątkowego, nie może sobie na to pozwolić. Pewnego dnia, wykonując swój szary, rutynowy rytuał podróży z monotonnej pracy do zrzędliwej żony, zauważa reklamę firmy Rekal, specjalizującej się we wszczepianiu klientom wybranych przez nich pakietów sztucznych wspomnień. Po zabiegu u klienta jest wymazywana wszelka świadomość obecności w siedzibie firmy, a także otrzymuje on różnego rodzaju pamiątkowe rekwizytorium: drobiazgi, pocztówki, bilety z podróży, itp., które mają za zadanie utwierdzać klienta w przekonaniu, że rzeczywiście odbył on podróż swojego życia. Quail, rzecz jasna, decyduje się na zabieg. Mało tego – w celu zintensyfikowania przeżyć wybiera pakiet, w którym wciela się w postać tajnego agenta. Podczas przeprowadzania zabiegu okazuje się rzecz niespodziewana. Douglas Quail rzeczywiście był tajnym agentem na Marsie, a wszelkie informacje na temat jego dawnej tożsamości zostały celowo wymazane. Wydarzenie to stanowi punkt zwrotny historii głównego bohatera, której zakończenia raczej żaden z czytelników się jest w stanie przewidzieć.

Na podstawie tego niewielkiego opowiadania stworzono dwie wersje kinowe, które wiąże dziwna, dość groteskowa relacja. Obie znane są pod nazwą Total Recall, z czego nowsza wersja filmu powstała w 2012r. i stanowi właściwie wariację wariacji, gdyż cały szkielet narracyjny został w niej zaadaptowany z filmowej wersji z roku 1990, a jej historia znikomo odwołuje się do książkowego oryginału.

Arnold Schwarzenegger in Total Recall (1990)

Pamięć absolutna z 1990 roku, wyreżyserowana przez Paula Verhoevena – twórcy, który dla fanów fantastyki zapisał się również bardzo pozytywnymi literami za sprawą dwóch innych filmów: Robocopa i Żołnierzy kosmosu, stanowi doskonały przykład tzw. twórczej zdrady. Wiele z wyniesionych z literackiego oryginału pomysłów zostało tutaj wyolbrzymionych i przerysowanych. Ironiczny ton narracyjny opowiadania Dicka, w którym przedstawiał on obraz znudzonego, szarego bohatera chcącego przeżyć historię życia, został w filmie zamieniony na dość brutalną, groteskową, ale i przepełnioną komizmem historię potężnie zbudowanego (aczkolwiek niezbyt lotnego) robotnika (w tę rolę świetnie wcielił się Arnold Schwarzenegger, którego silny, niemiecki akcent tylko potęgował komizm), któremu marzy się podróż na Marsa ( i chęć zmiany swojego położenia, stania się w życiu kimś). Zachęcony reklamą w metrze (propaganda telewizyjna i reklamy – są to elementy występujące nie tylko w Pamięci absolutnej Verhoevena, ale także w Robocopie i Żołnierzach kosmosu – stanowią one jeden z elementów konstytuujących bezwzględność i groteskowość tych światów, w których zwykły człowiek jest elementem manipulacji i wyzysku), decyduje się przeprowadzić na sobie zabieg wszczepienia wspomnień. Podobnie jak protoplasta z Przypomnimy to panu hurtowo, wybiera wariant historii agenta, który nie tylko przeżywa niezwykłe przygody, ale i spotyka piękną kobietę (której wygląd bohater sam określa przed zabiegiem). Od tego momentu drogi z książkowym oryginałem rozchodzą się zupełnie. Co prawda, zabieg też jest przerwany w wyniku odkrycia tego, że Quail naprawdę jest kimś więcej niż robotnikiem, ale, w odróżnieniu od opowiadania Dicka, sam film zmienia się w naszpikowaną akcją bombonierkę, w której pełno jest wybuchów, pościgów, strzelanin i rubasznego humoru. Quail, po odkryciu swojej dawnej tożsamości, ucieka z firmy (w akompaniamencie wystrzałów), walczy ze swoją żoną ( w tej roli świetna Sharon Stone) odszukuje nadajnik w ciele (który okazuje się całkiem sporych rozmiarów kulą, którą bohater wyciąga… przez nos) i ucieka na Marsa, gdzie dołącza do ruchu oporu, walczącego z niegodziwą korporacją.

Jedną z niewątpliwych zalet filmu jest jego niejednoznaczność, którą Verhoeven osiągnął m.in. poprzez przeniesienie akcji na Marsa. Właściwie nie da się ostatecznie stwierdzić, czy Douglas Quaid był rzeczywiście agentem i cała historia na Czerwonej Planecie się wydarzyła, czy też wszystko stanowi tylko efekt zabiegu techników z Rekal i jest narracją wszczepionych wspomnień. Sam wolę zdecydowanie oceniać film według drugiego wariantu (za sprawą mocno przerysowanego schematu fabularnego, z wyjątkowo kiczowatym happy-endem) i traktuję go przede wszystkim jako mocno groteskową satyrę na kino akcji z hollywoodzkiej fabryki snów i jego odbiorców (w szerszej perspektywie – jako prześmiewcze, autoironiczne spojrzenie na kulturę masową). W myśl tej interpretacji sytuacja bohatera staje się swoistym przeniesieniem sytuacji konsumenta, u którego, za sprawą zachęcającego materiału reklamowego, otwiera się chęć spełnienia skrytych marzeń, zapewnienia sobie substytutu przeżycia czegoś nieznanego, nowego, niezwykłego, niedostępnego. A ogrom takich możliwości zapewnia między innymi kino (choć w obecnych czasach tę rolę w dużo większym stopniu wypełniają gry komputerowe, a będą to robić jeszcze bardziej za sprawą coraz popularniejszej technologii VR), traktowane tylko i wyłącznie jako produkt sprzedażowy, którego zadaniem jest zaspokojenie pewnych potrzeb, bodźców, których brakuje w życiu konsumenta. A który program wybierze odbiorca? To już od niego zależy, ale biorąc pod uwagę przykład tego filmu, raczej nie są to zazwyczaj wyższe potrzeby.

Druga Pamięć absolutna, w reżyserii Lena Wismana (m.in. Underworld i Szklana pułapka 4.0) z roku 2012, jak już wspomniano, stanowi kalkę scenariusza z filmu Verhoevena, ze zmodyfikowaniem kilku akcentów (akcja jest przeniesiona w całości na Ziemię, gdzie jedynymi miejscami nadającymi się do życia pozostały terytoria… Wielkiej Brytanii i Australii) i zupełnym pozbawieniem elementów, które stanowiły o sile i charakterze filmu z 1990 roku (groteskowość i pastiszowość). Zaowocowało (a raczej zachwaściło) to powstaniem kolejnego, do bólu sztampowego filmu akcji w konwencji science-fiction, który przedstawia walkę niesprawiedliwego rządu z buntownikami, którzy chcą wolności i sprawiedliwości. Historia (Schwarzeneggerowego, ale i również książkowego) Kopciuszka, który chciał się zmienić w Rambo potraktowana tutaj została bez jakiegokolwiek dystansu i z tego powodu nawet zakończenie, które, podobnie jak oryginał, stara się postawić niejednoznaczne pytanie o prawdziwość powieści, staje się mdłe. Film stanowi nudną, prawie dwugodzinną sekwencję walk, wybuchów i scen z Kate Beckinsale w roli chimerycznej żony, która wyjątkowo uwzięła się na swojego „byłego” męża (w tej roli Colin Farrel). Doskonale nadaje się w roli usypiacza (zapewniam) i stanowi kolejną pozycję, którą można dopisać do niechlubnej listy zmarnowanych adaptacji twórczości Philipa K. Dicka (choć warto wtedy zaznaczyć, że jest to nieudana adaptacja udanej adaptacji).

Jessica Biel and Colin Farrell in Total Recall (2012)

Pomijając już samą jakość tych dwóch filmów, chyba najbardziej groteskowe w relacji między nimi jest to, że późniejsza wersja okazała się w dużej mierze tym, co Verhoeven w swojej Pamięci absolutnej starał się wyśmiać: obrazem do bólu naszpikowanym akcją, kolejnym produktem wygenerowanym z hurtowej matrycy do zaspokojenia pewnych nieskomplikowanych potrzeb akcji i wrażeń. I podobnie jak rynek kapitalistyczny wchłonął, zneutralizował, oswoił i zaczął sprzedawać pojęcia jemu przeciwstawne, jak bunt, sprawiedliwość społeczna (co jest widoczne tym filmie, w wielu innych filmach, jak i w reklamach, które lubią wykorzystywać hasła związane ze sprzeciwem wobec panujących norm, niezależnością, itp.), tak ten remake „wymazał z pamięci”, zneutralizował, ze scenariusza wszelkie elementy które stanowiły o sile historii oryginału, próbując go jednak w jakiś sposób przedstawić. Rezultat okazał się ten sam: otrzymaliśmy nijaki produkt, o nijakiej wartości. Hollywood chciało przypomnieć o Pamięci absolutnej absolutnie hurtowo i zrobiło to w sposób znany sobie od lat: wybuchowo. Ale prawdziwa „tożsamość” dzieła Verhoevena, podobnie jak to miało miejsce w literackim oryginale, skrywa się gdzieś głębiej i tego już twórcy remake’a nie zauważyli. A szkoda. Na szczęście, można przypuszczać, że kolejnego remake’a nie będzie. Zamiast tego być może za kilkanaście/kilkadziesiąt lat, zamiast wybierać się do kina, wielu ludzi zdecyduje się podłączyć na stałe do oprogramowania VR, znajdzie sposób na obejście potrzeb fizjologicznych i przeniesie się do światów własnych fantazji, gdzie będą polować na smoki i spełniać wszelkie swoje zachcianki. Będą to światy, których będą twórcami i wraz z nimi będą one ginąć. Każdy sobie stanie się Demiurgiem, o ile za to dobrze zapłaci.

Be First to Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *